środa, 25 lutego 2015

Czas dla dziecka: Moja pierwsza, domowa wyprawka dla dziecka, czyli co było mi niezbędne oraz czego drugi raz bym nie kupiła.

Kontynuując poprzedni wpis:


1. Zestaw rossmannowki Babydream - spośród pełnej gamy ja wybrałam lotion, oliwkę, puder i krem ochronny na zimę. Z całego zestawu oliwkę używam najczęściej, lotionu nie użyłam jeszcze wcale (ponieważ kąpię Zojdę w emoliencie, po którym dodatkowe nawilżanie skóry nie jest potrzebne, patrz punkt: 24). Dlatego, jeśli czyjeś dziecko nie rodzi się w zimie, krem i lotion zostawiłabym na razie na półce w sklepie.
2. Zestaw Johnson's dostałam w prezencie, a JAK MÓWILI przed porodem, emolient jest cudowny na wszystko, więc szampony i żele są zbędne. Racja, a co jeśli dziecko ma okropną ciemieniuchę, którą smaruję oliwką lub tłustym kremem, po których dziecko ma okropną, klejącą czuprynę (a Zojda ma włosy prawie po pas) i emolient mi tego nie zmyje? Ja osobiście, kiedy właśnie walczę z ciemieniuchą, używam podczas kąpieli i szamponu i delikatnego żelu (bo Zojda pcha wszędzie łapy, a szczególnie do klejących się ust, kiedy pije z butelki, przez co hoduje nie wiadomo co na dłoniach i nie wyobrażam sobie umyć tego samą wodą). Lotion, jak wyżej, póki co zbędny. Cała reszta na piątkę z plusem.


3. Balsam La Roche - Posay do skóry atopowej - co prawda nie mamy problemu z atopową skórą, jednak Zojda po porodzie miała tak suche dłonie i stopy, że skóra odchodziła z nich płatami. Po kilku dniach stosowania wyżej wymienionego balsamu, problem zniknął.
4. Dwie Ziajki: krem do pielęgnacji i maść przeciw odparzeniom - pierwszy krem ma fajną, delikatną konsystencję i udało mi się go kilka razy użyć (kilka, bo staram się mało obciążać delikatną skórę), co do odparzeń, to wcześniej stosowałam Sudocrem i Desitin. Jest jeszcze Bepanthen, ale w moje ręce jeszcze nie trafił.


5. Płatki kosmetyczne w wersji dużej, dla niemowląt i zwykłej, prosto z mojej kosmetyczki - prawdę mówiąc używam ich tylko do przemywania twarzy Zojdy (a Zojda śpi z kocami i maskotkami na głowie, przez co wiecznie walczymy z potówkami przez pocieranie herbatą rumiankową - zapamiętać, bo działa fest!).
6. Octenisept - preparat do pielęgnacji pępka, polecany i niezbędny.
7. Patyczki kosmetyczne - kupiłam te dla dzieci, jednak jak widać na zdjęciu, częściej używam tych zwykłych.


8. Chusteczki nawilżane - niestety poszłam na wygodę i nie używam zmoczonych wodą wacików, tylko przy przewijaniu bawię się chusteczkami. Poza tym, dalej uważam, że są dobre do wszystkiego, więc zawsze mam ich zapas. I dobre pudełko, w którym nie wysychają.
9. Pampersy - nie widzę różnicy między oryginalnymi Pampersami, pieluchami Dada czy innymi (a przetestowałam już chyba wszystkie), dlatego kupuję te, które aktualnie są na promocji. Bo dziecko sika jak fontanna, więc skoro nie przeszkadza, to po co przepłacać.
10. Woreczki na zużyte pampersy - cudowna, cudowna, pachnąca rzecz!


11. Sól fizjologiczna - MÓWILI, że potrzeba do przemywania oczu i twarzy, to kupiłam. Zużyłam może dwie fiolki i przerzuciłam się na łagodzącą herbatę rumiankową. Soli drugi raz bym nie kupiła.
12. Mini gruszka do nosa - malutka, z miękką końcówką, przez co nie ma krzyku ani płaczu.
13. Zestaw do włosów - u nas niezbędny, bo Zojda ma włosy prawie po pas (i oczywiście nienawidzi już samego widoku tych narzędzi). Szczotka i grzebień nie tylko są dobre do czesania, jak również masowania głowy, czy wyczesywania ciemieniuchy.
14. Zestaw do paznokci - cążki i pilnik można sobie odpuścić (u nas nie były użyte jeszcze ani razu), ale te nożyczki z zaokrąglonymi końcami są cudowne i przynajmniej dla mnie, niezbędne.
15. Termometr - kiedy kupowałam, wybrałam prosty, wyginający się, gumowy, przyjazny dzieciom. Owszem, da się zmierzyć Zojdzie temperaturę, ale wolałabym coś szybszego i łatwiejszego. Teraz szukam jakiegoś lepszego, takiego na dotyk do czoła, czy bezdotykowego - ma ktoś takie cudo i mi poleci? No bo oczywiście dalej nie mam pojęcia, które są dobre.


16. Pieluchy tetrowe i flanelowe - żeby nie skłamać, mam jednych i drugich po 10 sztuk. Tetrowe używam do wycierania, karmienia oraz używałam do podwójnego pieluchowania (Zojda urodziła się ze zwichniętym bioderkiem, przez co musiała przez 6 tygodni nosić na pampersie usztywniająca pieluchę). Flanelowe używam do przykrywania jej (na przykład, kiedy leży goła i czeka, aż Matka wody naleje do kąpieli, czy kiedy zasypia w wózku, albo na macie).


17. Pojemna komoda z szufladami - najlepiej jak najbliżej przewijaka, bo w niej (przynajmniej u nas) jest wszystko.


 18. Łóżeczko - u nas jest drewniane, inspiracji szukałam w internecie (przez co wiem, że łóżeczek tam jest jak mrówek), jednak ostatecznie zdałam się na mojego Tatusia, który robi mi wszystko, co drewniane. W komplecie mam trzy-poziomowe łóżeczko z szufladą pod spodem, komodę i przewijak zakładany na łóżeczko. Trójka, dla mnie, niezbędna.
19. Wyposażenie do łóżeczka - materac, podobno im twardszy, tym lepszy. MÓWILI, żeby pościel zastąpić kocykiem, jednak u nas jest super pościel: i kołdra i płaska poduszka dla dzieci. Ochraniacz na szczebelki - na początku, kiedy dziecko mało widzi i się rusza, jest to rzecz zbędna (u mnie wręcz przeszkadzała mi w obserwowaniu dziecka w nocy, dlatego z jednej strony całkowicie się go pozbyłam). Teraz kiedy Zojda dobrze widzi, nie chcę wiedzieć, co sobie myśli o wyborze Matki - tych psychodelicznych sowach :D


20. Przewijak - jak już wspomniałam, my mamy zakładany na łóżeczko, przez co nie muszę się schylać ani garbić. 
21. Kocyki - pytacie w komentarzach o marki, a ja znów odpowiadam, że nie przywiązuję do tego uwagi - większość kocyków dostałam w prezencie, kudłaty, dadowy ostatnio kupiłam w Biedronce na jakiejś wyprzedaży i jeden na allegro (ciąża i pierwszy miesiąc spędzony w domu uzależniły mnie od zakupów przez internet).


22. Kołyska - byłam przeciwna, dopóki nie przyzwyczaiłam Zojdy, że lulam ją przed snem, a jej waga osiągnęła prawie 6 kilo. (Jeśli kogoś nie przekonałam, to weźcie w sklepie 6 torebek cukru na ręce i spróbujcie 30 minut kołysać i z tym chodzić.). Nowy mebel odciążył mój kręgosłup i pozwolił na powrót moich długich wieczorów przy filmie - leżąc na łóżku kołyszę ręką kołyskę, lepiej mieć nie mogę :D Dlatego, jeśli ktoś ma w planie takiego pieszczocha jak ja, oraz jeśli ma tylko miejsce na taki mebel, to od razu niech sobie w ten plan wbije również kołyseczkę.


 23. Wanienka - u nas zawitała mała, zgrabna wanienka z Ikea (link), z której jestem bardzo zadowolona. Szczególnie, kiedy kąpiel odbywa się w salonie, a ja mam przenieść pełną wanienkę wody (no bo Królowa uwielbia brać długie kąpiele).
24. Cudowny i niezawody Oilatum Baby - emulsja do kąpieli, a w niej same cudowności dla skóry dziecka. Jak już wspomniałam wyżej, jedna nakrętka na wanienkę i nic więcej nie trzeba robić. LOVE!
25. Termometr do wody - kupiłam, ale nie używam. (Przepraszam! Używam w swojej wannie, żeby sprawdzić, w jakiej temperaturze się kąpię.) Wodę Zojdy i tak zawsze sprawdzam moim niezawodnym łokciem :-P


26. Rogal do karmienia - poduszka wypełniona granulatem, przez co dopasowuje się do wszystkiego: można na niej spać, karmić dziecko, czy opierać go na nim. U nas sprawdził się tylko trzeci wariant - robiłam z niej tron dla Królowej, kiedy chciała leżeć wyżej i widzieć co się na komnatach dzieje. Ale Mamy sobie chwalą przy karmieniu i spaniu, więc można spróbować.


27, 28. Wózek i fotelik do samochodu - żeby nie powtarzać i wałkować sto razy tego samego tematu, przypomnę, że mój wybór to Bebetto Luca, cudownie się nim jeździ (a tłukę nim i tłukę po zakopiańskich śniegach), a całą resztę można poczytać w adekwatnym poście - link.


29. Butelki - długo zastanawiałam się między Avent a Tommee Tippee, jednak mój wybór ostatecznie padł na te drugie. I jestem z nich baaardzo zadowolona.

Na pewno o czymś zapomniałam, dlatego liczę znów na pomoc Mam w komentarzach. Myślę jednak, że to, co dziś w tym poście umieściłam było mi najbardziej potrzebne. 
Zojda rośnie jak na drożdżach, moja góralska sypialnia stała się na dobre taborem cygańskim. Teraz jesteśmy na etapie kolorowych karuzeli, wczoraj przyjechał nowy tron, leżaczek - bujaczek, i Królowa w pełni szczęścia - no cóż, jutro kończy już dwa miesiące! Nie wiem, kiedy to zleciało, ale leci szybko fest - byle do wiosny!

poniedziałek, 23 lutego 2015

Czas dla dziecka: Moja wyprawka do porodu, czyli co było mi zbędne oraz o czym kompletnie zapomniałam.

W komentarzach pod ostatnim postem znalazłam bardzo dobry pomysł na dzisiejszy wpis, a mianowicie pytanie o to, co kupiłam przed porodem, a okazało się totalnie zbędne, albo to, po co leciałam do sklepu zaraz po urodzeniu, bo wcześniej o tym zapomniałam. Przyznam szczerze, że będąc w końcówce ciąży, kiedy wszystko kompletowałam, kupowałam i w hurtowych ilościach gromadziłam, bardzo chętnie przeczytałabym taką notkę u kogoś, kto to przeżył. Więc zaczynajmy!




WYPRAWKA DO SZPITALA DLA DZIECKA:
Ubrania - w internecie można tego znaleźć mnóstwo, o czym sama się przekonałam, a połowa z tych wpisów zaczyna się od tego, żeby zadzwonić do szpitala i zapytać się o wyprawkę dla dziecka. Prawda jest taka, że w większości szpitali dziecko przez te kilka dni ubierane jest wyłącznie w ubrania szpitalne, więc zbędne jest zabieranie torby ubranek z domu. W moim przypadku wiedziałam, że u nas w szpitalu też tak jest, jednak ja miałam swoją mini wyprawkę i Zojda, na przekór wszystkim, była ubierana od początku w swoje rzeczy (jak również była jedynym dzieckiem na sali z pampersem, nie ze szpitalną, tetrową pieluchą).

W skład mojej mini wyprawki na 3 dni wchodziły: 
- 6 x body z krótkim rękawem (no bo się ulewa, no bo nie umiesz jeszcze karmić, no bo założysz pampersa tył na przód i Ci przeleje, itp., więc 2 na dobę wystarczą),
- 6 x pajacyki z długim rękawem (patrz wyżej),
- 3 x bawełniana czapeczka (teoretycznie mogłaby być jedna, ale zobaczycie, jak wyoliwkowane dziecko oddają panie położne po kąpieli, kiedy to czapkę można po prostu wyżymać),
 - ciepłe skarpetki,
- 2 x pielucha tetrowa (dobra do wycierania) i 2 x pielucha flanelowa (cudowna do przykrywania),
- 20 pampersów (w moim przypadku wychodziło po 6 na dobę),
- ciepły kocyk,
- smoczek,
- maść na odparzenia dla dzieci (o ile chcecie same przewijać dziecko),
- chusteczki nawilżane - dobre do wszystkiego, podczas pobytu w szpitalu, począwszy od przewijania, przez odświeżanie, czy nawet przetarcie stolika przy łóżku.


Dodatkowo miałam:
- cudowny rożek, który zamawiałam na szybko 2 dni przed pójściem do szpitala, no bo MUSZĘ MIEĆ, bo jest na liście - nie użyłam go ani razu. Położne pierwszego dnia dały mi dziecko owinięte w kokon szpitalny, który od razu zastąpiłam miękkim kocykiem (który bez problemu można zwinąć w rożek),
- ręcznik dla dziecka - rzecz zbędna, ponieważ dziecko myją panie położne i oddają czyściutkie i pachnące, 
- rękawiczki, tzw. łapki - niedrapki, cud, który być może rzeczywiście pomaga, jeśli dziecko rodzi się z długimi paznokciami - u nas była to rzecz kompletnie zbędna,
- kilka ładnych, niepraktycznych ubranek - naprawdę myślałam, że ją w nie ubiorę!
- zabaweczka maskoteczka dla dziecka - good luck :D

WYPRAWKA DO SZPITALA DLA MAMY:
I tu się zaczną podzielone zdania ;-) Oto, co zabrałam ja:

- dowód osobisty i książeczka ciąży! - oczywiście zapomniałam ;-)
- 2 x koszula nocna dla matek karmiących - na wstępie muszę zaznaczyć, że u mnie w garderobie nigdy było czegoś takiego, jak bawełniana koszula nocna. Najczęściej śpię w koszulce na ramiączkach i męskich bokserkach, czasami coś mi do głowy strzeli i mam kilka jakiś koronek, ale nigdy nie miałam koszuli nocnej, no ale SKORO NAPISALI I KAZALI, to kupiłam. Prawda jest taka, że pierwszą koszulę ubierasz na poród i od razu spisz ją na straty (moja wylądowała od razu w koszu), dlatego spokojnie może to być długi podkoszulek czy t-shirt. Drugą koszulę przebrałam po porodzie i ściągnęłam od razu po wejściu na oddział, wskakując w koszulkę na ramiączkach i legginsy, bo w tym czułam się najlepiej i najbardziej komfortowo. Nie wywaliłam jej jednak, zostawiłam na kolejny poród :P
- 2 x stanik dla matek karmiących - kolejna rzecz, którą miałam na sobie tylko podczas pierwszego karmienia. Przepraszam drogie Panie, jeśli tu kogoś urażę, ale te staniki czyniły mnie tak aseksualną babą, że nie dałam rady. Na szczęście przewidziałam to, że moje cycki powiększą się trzy rozmiary w jeden dzień i zakupiłam po prostu 2 normalne staniki, w odpowiednim, większym rozmiarze, rozpinane z przodu. Dla mnie to była idealna alternatywa, wilk syty i owca cała.
- jednorazowe majtki poporodowe, pozostając przy bieliźnie - kolejny cud nie dla mnie. ja znów pozostałam przy zwykłych, bawełnianych bokserkach,
- kilka par skarpetek,
- klapki do chodzenia - kolejna rzecz, której u mnie nie ma - w domu chodzę w trampkach lub balerinach, więc w szpitalu nie poczyniłam wyjątku. No ale oczywiście zakupiłam i miałam w torbie, JAK KAZALI.
- szlafrok - kupiłam, miałam, nie założyłam, choć kupiłam przepiękny (Teraz stwierdzam, że jeśli czegoś nie ma się w domu, nie powinno kupować się tylko dlatego, że w szpitalu się przyda.),
- podkłady poporodowe - zdecydowane must have, najlepiej kupić od razu dwie paczki,
- woda do picia - bo pieruńsko zasycha w gardle na porodówce,
- mega dobrze nawilżający balsam do ust,
- telefon z ładowarką,
- 2 x ręcznik,
- żel do mycia - ja kupiłam ginekologiczny płyn do higieny intymnej Ziaja Mamma Mia polecany dla kobiet w ciąży i po porodzie, który jest w fajnej butelce z pompką, i zastąpił mi on dodatkowo żel do twarzy i ciała - po prostu myłam się nim od głowy po samiuśkie stopy,
- płukanki intymne - dobre, ale do domu, w szpitalu kompletnie o tym zapomniałam,
- pasta i szczoteczka do zębów,
- wkładki laktacyjne,
- kosmetyczka z codziennymi kosmetykami,
- PAPIER TOALETOWY! - tego nigdy nie ma za dużo w szpitalu,
-  batoniki do podgryzania podczas porodu - miałam, jak kazali, ale nawet nie wyciągnęłam ich z torby przez 12 godzin mojego porodu. Niestety ja miałam odruch wymiotny do wszystkiego, nawet do wody, więc kiedy nie miałam już siły na nic, dostałam worek glukozy w żyłę i byłam najedzona na cały dzień. (Wiem, że to nie zabrzmiało fajnie, ale niestety tak było.).

I to naprawdę wystarczy. Miałam jeszcze dobrą książkę, jednak uwierzcie, że kiedy rodzi się dziecko, ostatnią rzeczą, o której myślicie, jest książka. Dodatkowo straszyli mnie wszyscy, że mój czerwony pedicure za nic nie przejdzie, a jednak przeszedł nie tylko pedicure, jak również manicure. W szpitalu dowiedziałam się też, że jest coś takiego, jak silikonowe nakładki na suty, ceratki na łóżka, czy pasy wyszczuplające, ale dobrze, że wcześniej o tym nie wiedziałam, bo zapewne kupiłabym, i dziś powiększyłyby mi tu listę "nie użyłam, ale kazali, to kupiłam".


Na samym końcu powiem, że trzeba też w domu przygotować sobie rzeczy, które Mąż lub ktoś z rodziny podrzuci Wam, jak będziecie wychodzić ze szpitala. Jeśli nie przygotujecie na przykład kombinezonu zimowego dla dziecka, a wpadnie Wam do głowy, żeby powiedzieć Mężowi, żeby sam wybrał, to możecie dostać taki w rozmiarze na roczne dziecko, w którym Wasz noworodek zmieści się w samą nogawkę. No i wtedy możecie się zdziwić, a krzyczeć w szpitalu na Męża nie wypada - wiem doskonale, co mówię :-)

Mam nadzieję, że dzisiejszym wpisem pomogę choć trochę tym, którzy dalej mają mętlik w głowie. Wiem doskonale, że na moim blogu goszczą liczne Mamy, dlatego śmiało dzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach. A ja, korzystając, że halny hula uspokajająco na Zojdę, postaram się napisać kolejny, szybki post o tym, co szalonego nakupiłam do domu, w oczekiwaniu na Zojdę, obalając mity na temat emolientów, szamponów i kołysek dla dzieci. Miłego dnia!

czwartek, 12 lutego 2015

Czas dla dziecka: 2 miesiące poporodowej rekonwalescencji, czyli wróciłam!

Wkrótce Zojda kończy dwa miesiące, więc czas wracać ;-)

Jak już wiecie, mój szalony poród trwał 12 godzin, drugie tyle wcześniej zaczęły się skurcze, przy których mdlałam i schodziłam z tego świata, ale chwała Panu, Zojda wyszła cała i zdrowa na ten świat, dobrze kończąc ten pełen emocji 2014 rok. Styczeń minął pod tematem uczenia się współpracy Skalska - Zojda, a w lutym postawiłyśmy sobie deadline na chodzenie w piżamach po domu i oto jesteśmy!


Czy tak wyobrażałam sobie macierzyństwo?
Zojda od początku przesypia całe noce, co jest zdecydowanie największym plusem dla mnie, przez co w dzień hulamy pełne energii. Zojda uwielbia wszelkie doły i nierówności w chodnikach, kiedy jesteśmy na spacerze, a kiedy jedziemy po prostym chodniku ryczy tak głośno, że nie wiem jak to z tak małego ciałka wychodzi i udaję, że to nie moje dziecko. Jesteśmy na etapie cudownych, bezzębnych uśmiechów, majaczenia po szczepieniach, spania owiniętym jak burrito i kupowania Halo Kotów, z którymi całe życie walczyłam. Zanim Gwiazda pojawiła się na świecie, myślałam, że zjadłam wszystkie rozumy w temacie dzieci oraz to, że wszystko można doczytać - teraz stwierdzam, że nie wiem nic i jestem totalną matką eksperymentalną. Ale od dwóch miesięcy dobrze nam ten eksperyment wychodzi, więc oby tak dalej. (Jedyny minus Zojdy jest taki, że nie jest do nikogo w rodzinie podobna - jest zdecydowanie wyjątkowa ;-))

(porodówkowa Zojda.)

Czy gdybym mogła cofnąć czas, poszłabym do szkoły rodzenia?
Nie, ale mówię to z perspektywy spędzonych w szpitalu pięciu dni przed porodem, kiedy to zdążyłam poznać wszystkie położne, ginekologów i szpital. Kiedy zaczęły mi się pierwsze skurcze przed godziną 16, to już wiedziałam, że ciekawa noc przede mną, jednak cały czas kontrolę nade mną miały położne (w domu na bank nie wiedziałabym, jaka ma być częstotliwość skurczy i na bank przy pierwszym pojechałabym do szpitala). Kiedy stwierdziłam o 2 w nocy, że nie zniosę ani jednego skurczu więcej (12 godzin przed końcem porodu - dobre, nie?), przeszłam 20 metrów i byłam na porodówce. Podsumowując, gdybym nie spędziła tego czasu w szpitalu, na pewno bez szkoły rodzenia przyjechałabym za wcześnie i najadła się dużo więcej strachu.

(pierwsza ulubiona pozycja do snu: Zojda - Jack Sparrow.)

(druga ulubiona pozycja do snu: Zojda - burrito.)

Czy skorzystałam ze znieczulenia lub innych udogodnień podczas porodu?
Nie skorzystałam ze znieczulenia, bo pomyślałam sobie o tym 2 godziny przed końcem porodu (mina mojej cudownej położnej była wtedy bezcenna). Miałam jednak poród rodzinny (Jędrek godnie zniósł to co wyprawiałam), czyli do dyspozycji oddzielną salę oraz wannę do porodu, która tak naprawdę odwaliła 80% porodowej roboty.

(#matkoboskodrugimiesiącaprzewijaknastyk)

(pierwszy zestaw Halo Kotów.)

Najbardziej praktyczna rada dla przyszłej Mamy?
ŻADNEGO HURTOWEGO KUPOWANIA UBRAŃ W ROZMIARZE 50 - 56 :D Głupia ja, głupia, najpierw zachwycałam się cudownymi ubrankami w tych rozmiarach, potem nakupiłam jak wariat (tu muszę nadmienić, że nie boję się kupowania ubrań dla dzieci w secondhandach, dlatego można sobie wyobrazić, ile potrafiłam tego nagromadzić za naprawdę grosze). Szafa trzaskała, a kiedy Zojda przyjechała do domu i chciałam ją przebrać, okazało się, że jej pierwszym rozmiarem jest... 62. Nie dziwić się tu - popatrzcie tylko na Tatusia Zojdy ;-) Tym sposobem mam mnóstwo pięknych, markowych ubranek w tym rozmiarze, gdyby ktoś chciał, walić śmiało na maila.
Drugą taką małą radą jest to, że body bez rozpięcia od góry do dołu wcale nie są straszne (tak jak mnie wszyscy straszyli), czego efektem jest szafa Zojdy, gdzie wszystko wciągamy przez głowę i żyjemy już dwa miesiące ;-)

(tu łzy szczęścia, że Matka nową czapkę kupiła.)

Jak było i jest z wagą u mnie?
W ciąży przytyłam 12 kilogramów, w niecałe 3 tygodnie po porodzie wróciłam do swojej wagi i figury, bez problemu wchodząc w moje obcisłe rzeczy sprzed ciąży. Nie wiem, czy to plus porodu naturalnego, karmienia naturalnego, tego, że jestem samotną matką polką, która nie ma nawet kiedy jeść, czy dłuuugich spacerów z wózkiem po zasypanym i nieodśnieżanym Zakopanem. Choć przypuszczam, że to może być plus wszystkiego na raz ;-)

(kołyseczka dla Zosieczka, czyli Walentynka od Dziadka. pełnia szczęścia Zojdy i w końcu powrót moich spokojnych, długich wieczorów przy filmach!)

(jak kilka miesięcy temu przypuszczałam i zapowiadałam - Zojda, dziecko Disney'a.)

Czy dalej uważam, że wszystko jest do przeżycia?
Oczywiście!

 (#pozdro600)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Poznajcie Zosię!


Zosia, urodzona 26 grudnia 2014, o godzinie 14:05, 3700 gramów w 55 centymetrach, hej!

Niech nie mylą Was te cudne oczka, 12 godzin się rodziła, a ja twierdząc przed porodem, że wszystko jest do przeżycia i nie ma takiego bólu, który by mnie złamał, oświadczam, że oto jednak taki ból jest! Teraz jest już bardzo dobrze, a my, dwie uparte baby, uczymy się siebie nawzajem, co (chwała Panu) już lepiej nam wychodzi ;-) Wracamy do odpoczywania i do zobaczenia wkrótce!

niedziela, 21 grudnia 2014

Cudownych, magicznych Świąt!


Kochani, Kochani! Najcudowniejsze 10 ostatnich dni tego roku przed nami! ;-)

Z tej okazji, że mój ulubiony grudzień trwa, pragnę Wam życzyć cudownej zimy, pięknych choinek i mnóstwa przedświątecznych inspiracji. Z okazji nadchodzących Świąt - mnóstwa miłości, spokoju, cierpliwości, uśmiechu i głośnego kolędowania. A z okazji nadchodzącego Nowego Roku - żeby był jeszcze lepszy od tego!

Wykrakałam sobie Świętach na porodówce, dlatego zaraz po opublikowaniu tego posta biorę walizeczkę w dłoń i udaję się na świąteczne wczasy do szpitala, by zmusić moje uparte dziecię do wyjścia na świat. Trzymajcie kciuki, kochajcie się i delektujcie tą cudowną końcówką roku, hej!

czwartek, 4 grudnia 2014

Pomysł na prezent: Duże i bogate naszyjniki Kicz Collection!

Uwielbiam kupować prezenty dla innych, choć przyznam szczerze, że czasami, kiedy zostawię to na ostatnią chwilę, mam totalną pustkę w głowie (dlatego staram się kupować prezenty przez cały rok). Często jednak stawiam na unikatowe prezenty handmade, szczególnie jeśli chodzi o drobiazgi dla kobiet ;-) Z tym też przesłaniem powstał dzisiejszy post, w którym zamieszczam zdjęcia pięciu naszyjników zrobionych przeze mnie, zarówno na potrzeby własne, a także specjalne zamówienia. Jeśli nie macie pomysłu na gwiazdkowe drobiazgi dla kobiet - służę pomocą na mailu ;-)


Półtora miliona wyświetleń bloga oraz ponad półtora tysiąca fanów na facebooku na zakończenie roku to cudowny prezent dla mnie, dlatego chcę podarować prezent i Wam. Poniżej cała piątka na jednym zdjęciu - który dla Was, który wrzucamy na rozdanie? ;-)


Wszystkie naszyjniki (i nie tylko) do oglądnięcia tu - Kicz Collection.

wtorek, 2 grudnia 2014

MY HOME: DIY - Świąteczny stroik ze szklanego wazonu.

Idąc za ciosem z ostatniego posta, na rozpoczęcie mojego cudownego grudnia, mam dla Was kolejny stroik, który może wprowadzić choć trochę przedświątecznego klimatu do Waszego domu ;-)


 DIY:
szklany wazon (który wygląda jak butelka na mleko) kupiłam w Ikea za podajże 2/3 złote + wstążka/sznurek + kilka szyszek + podstawka na świeczki (moja również dostępna w Ikea) + świeczka


 TA-DA-DAM!


Na początku chciałam wrzucić podgrzewacz do środka butelki, jednak okazał się za duży, przez co zagościł w świeczniku obok. W butelce, jak i w świeczniku, mam wsypaną sól, bo (wersja profesjonalna) nadaje efekt sztucznego śniegu, bo (wersja prawdziwa) nie chciała mi się odkleić biała, wielka naklejka ze spodu butelki :P


Inne moje projekty HOME DIY, które (mam nadzieję) idealnie wpasują się Wam w grudniowy klimat:
http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/11/my-home-nowe-zycie-starych-swiecznikow_11.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/11/my-home-diy-ocieplacze-na-kubki-czyli_21.html


http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczne-minimalistyczne_6.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-pachnace-naturalne-i_13.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-gaazki-w-doniczkach-czyli_14.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczna-szyszka-w-roli_16.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczna-szyszka-w-roli_16.html

Enjoy! ;-)