środa, 28 września 2016

MY HOME: Girlanda z pomponów, czyli tiulowe pompony DIY.


Na wstępie musicie wybaczyć mi światło na zdjęciach, ale dzień jest co raz krótszy, za pisanie postów biorę się po ugotowaniu, posprzątaniu, spacerze, wizytach u doktorków i takich tam, czyli najwcześniej o 16, no i jest jak jest. Nie mniej jednak uważam Was wszystkich za bardzo inteligentnych i myślę, że bez super światła też dojrzycie, co mam dla Was w dzisiejszym poście ;-)

Jakiś czas temu zapowiedziałam Wam kolejną, fajną ozdobę do pokoju dziecięcego, którą zrobicie w 10 minut i jak to zwykle u mnie bywa, za grosze. Oto jestem! A dziś ze mną pięć tiulowych pomponów za 12 złotych - jak to możliwe, skoro można je wszędzie dostać nawet dziesięć razy drożej? Mi ręka by uschła, gdybym wydała taką kwotę na taką girlandę, dlatego postanowiłam poszperać, poszukać i znalazłam, a dziś podaję Wam wszystko na tacy. Ale znów się rozkręcam, więc lepiej przejdę do konkretów.


Do wykonania mojej girlandy potrzebowałam:
- TIULU (Znalazłam rolki 15cm x 9m, rolka kosztowała mnie dokładnie 2,44zł, i powiem Wam szczerze, że nie wierzyłam do końca, że to jest takie proste, skoro takie kosmiczne ceny narzucają twórcy tych ozdób w internecie, dlatego głupia ja, zamówiłam tylko 5 rolek. Poszukajcie na allegro, jest tego tysiące, jakby ktoś miał bardzo duży problem ze znalezieniem, to walcie do mnie na maila. Ale pamiętajcie, mam Was za bardzo inteligentnych i podkreślam, jakby ktoś miał wielki problem ze znalezieniem - do dziś dostaję kilkadziesiąt maili z zapytaniem o adres mostka LED z ostatniego wpisu i przepraszam, że odpisuję trochę"oschle", prawie samym linkiem, ale zainteresowanie przerosło i mnie i moją skrzynkę ;-))
- KSIĄŻKI / PŁYTY / KARTONU, czegokolwiek, na co nawiniecie tiul.
- SZNURKA / TASIEMKI, cokolwiek sobie wymarzycie do związania pomponów. Ja, jak nie trudno zauważyć, mam słabość do surowej formy szarego sznurka i używam go prawie do wszystkiego.


DIY, czyli zrób to sam:
Na wstępie powiem, że jeśli ktoś umie robić pompony z włóczki, to jest to dokładnie ta sama robota. Jeśli ktoś nie umie, już tłumaczę:

1. Nawijam tiul na książkę, całe 9m, czyli jedną rolkę.
2. Zsuwam tiul z książki i związuję pośrodku sznurkiem, pozostawiając wiszące końce do przywiązania do girlandy.
3. Rozcinam na dwóch końcach.
4. I tu właściwie pompon sam "wystrzeli" po przecięciu, jednak trzeba nadać mu odpowiedni kształt rękami.


Ta - da - dam! ;-)


Zrobienie 5 pomponów, przywiązanie ich do sznurka, powieszenie nad łóżkiem Zosi i zrobienie zdjęcia kosztowało mnie 12 złotych + przesyłka i jeden odcinek Peppy, czyli jakieś 5 minut. Oto cała filozofia i sekret wart miliony monet ;-)


Znalazłam też tiul w większych rozmiarach i zastanawiam się nad zrobieniem dużych pomponów zwisających z lampy na środku sufitu, ale powoli zaczynam znowu przeginać z ozdobami w Zośki pokoju. Czekam tylko, aż kiedyś zedrze wszystko znad łóżka, przyniesie i rzuci mi pod nogi, z tym szatańskim uśmiechem, który ostatnio opanowała do perfekcji. A zrobi to i to czuję, że z jej charakterem to już naprawdę niedługo, więc muszę nacieszyć się wolnością i swobodą twórczą, póki mogę ;-)


Pozdrawiam, hej!
(Wszystkie inne ozdoby znajdziecie w zakładce DIY po prawej stronie bloga, zapraszam!)

niedziela, 25 września 2016

DZIECKO: W poszukiwaniu wózka idealnego, czyli przegląd wózków 2016/2017 i moich 5 ulubionych spacerówek.

Od urodzenia Zosi do tej pory jeździmy dwoma wózkami: Bebetto Luca i Babystart Reversible.


Pierwszy wózek kupiliśmy po długich poszukiwaniach, ale warto było, bo wózek spełnił wszystkie nasze oczekiwania, prócz jednego - nie ma wystarczającej regulacji rączki dla wysokich osób. Mój Mąż ma 196 cm wzrostu i tyle, ile nasłuchałam się na ten temat kazań przez te dwa lata, to głowa mała ;-) A kazania kazaniami, kończyło się na tym, że przez większość czasu wózek prowadziłam ja, na co jednak nie narzekam, bo wózek dalej uważam za fajny i lekko prowadzący się, jednak czasami miałam dość, szczególnie na przykład teraz, kiedy jestem wielka i gruba. No i gdyby nie ta rączka, nie byłoby dzisiejszego wpisu.

Drugi wózek, Babystart Reversible, z przekładaną rączką, kupiliśmy tak naprawdę na potrzeby przelotów samolotami - baliśmy się o stan wózka po wyciągnięciu z samolotu (z walizkami już przeróżne przygody mieliśmy i w przeróżnym stanie je odbieraliśmy), dlatego kupiliśmy mały, zgrabny i niedrogi wózek, który również sprawdził się w tych sytuacjach. Jednak w domu Zocha go nie chce i jak trzeba, to do dziś jeździmy Lucą.


Jak wiecie, w grudniu na świat przyjdzie Stanisław, brat naszej Zojdy. Zojda w grudniu skończy dwa lata, więc "wisi" na etapie między spacerówką, w której usiedzi 10 minut, ale czasami, przy długich spacerach jednak jest nam ten wózek niezbędny, a rowerem, ale rower w zimie, wiadomo, słabo. Trochę trudno wyobrazić mi sobie zimę i modlę się gorliwie, żeby było w Zakopanem tak licho ze śniegiem, jak w tamtym roku, co wiele by mi ułatwiło na spacerach z dwójką dzieci. Zapewne martwię się na zapas, a wszystko i tak ładnie wyjdzie w praniu, jednak jedno już wiem na pewno: po nowym roku planuję wymianę naszych dotychczasowych wózków.

Potrzebuję:
- wózka spacerowego (Zojdę przesadziłam do spacerówki na przełomie lutego i marca, kiedy skończyła te 4 miesiące, Stanleyowi długiej kariery w gondoli też nie wróżę), 
- coś solidniejszego od typowej "parasolki", ale nie ciężkiego stelaża od wózka wielofunkcyjnego,
- powinnam napisać, że potrzebujemy wózka terenowego, bo mieszkamy w Zakopanem, ale jeśli mam się Wam przyznać, to jesteśmy typowymi mieszczuchami i jak planowaliśmy wielkie wycieczki Lucą w góry i doliny, tak Luca przejechała kilka razy Drogą pod Reglami i... tyle gór widziała, stąd też bardziej stawiam na coś:
- zgrabnego, małego w samochodzie i ewentualnie samolocie (przy naszych wiecznych wyjazdach), 
- najlepiej z kid boardem dla Zojdy, 
- koszykiem, w którym, jak każda normalna kobieta, przywiozę pół Biedronki do domu, albo schowam rower Zojdy, albo schowam samą Zojdę,
- ale też wózka ładnego, bo lubię ładne rzeczy ;-) 

Nie chcę:
- regulacji wysokości rączki przez tzw. zginaną rączkę, z obrotowymi kółeczkami po bokach, chcę wysuwaną rączkę,
- kół piankowych, ale jeśli wózek wszystkim innym mnie naprawdę zachwyci, to i tego nie wykluczam,
- trzykołowca, mają być cztery kółka i już.

Na razie ciśnienia nie mam, bardziej skupiam się na tym, że Doktorek kilka dni temu powiedział mi, że Stanley waży 1,6kg w 29tc, czyli jest duży fest i mam nie tylko spodziewać się dużego i ciekawego syna, ale też możliwego, wcześniejszego niż za 2,5 miesiąca porodu. I właściwie przejęłabym się tym bardziej i zaczęła pakować na porodówkę, gdybym nie słyszała tej samej śpiewki dwa lata temu i nie urodziła 10 dni po terminie. Dlatego dziś nie o zrewolucjonizowanej torbie do szpitala, a o pięciu wózkach, które już wpadły mi w oko ;-)

Mutsy Igo - otwiera ranking, jest to spacerówka przekładana w dwie strony, rozkładana do poziomu, koszyk jest i producent zapewnia, że jest to odpowiedni wózek dla wysokich osób. Mnie osobiście ujęły rozmiary po złożeniu - spójrzcie tylko na poniższe zdjęcie, ja mam większe rozmiary torebki, niż ta kobieta rozmiary wózka w ręce! No i braku designu też nikt mu nie zarzuci - ja jestem zakochana!


Cybex Balios M - gdybym chciała opisywać każdy z tych wózków, mogłabym prawie kopiować i wklejać, dlatego tu jest analogicznie do pozostałych wózków, które umieszczam w dzisiejszym wpisie - podobno dużo wysuwana rączka, dobrze się składa, duża budka i koszyk, dla mnie drugi wózek super cool, drugi, do którego jestem na chwilę obecną najbardziej przychylna.


X - Lander X - Cite - marka, która kojarzy mi się z solidnymi wózkami, i mam kilku znajomych używających X-Landery, a oni złego słowa do tej pory na te wózki nie powiedzieli (albo nie chcą powiedzieć). Ja niestety nie mam żadnych doświadczeń z marką, ale ten model X-Cite ujął mnie całkowicie.


Baby Jogger City Premier - martwi mnie brak regulacji podnóżka (nie można go rozłożyć na poziomo, co dla niemowlaka byłoby bardzo przydatne) oraz to, że jest to amerykańska marka i musiałabym mocniej pokombinować, żeby ten wózek zdobyć. Nie mniej jednak spodobał mi się na tyle, żeby umieścić go w tym moim małym rankingu.


Mamas & Papas Sola City - ranking zamykam wózkiem, który znalazłam dzisiaj i również spełnia większość moich wymagań (przynajmniej na papierze). Zauważyłam też, że jeśli można by postawić moją dzisiejszą piątkę wspaniałych spacerówek, to wizualnie wszystkie są bardzo podobne, więc podświadomie szukam jakiegoś jednego, konkretnego modelu. Na żaden wózek jeszcze się nie zdecydowałam, ale wszystkie z dzisiejszego wpisu już kocham!


Nie ukrywam, że w tych modelach jestem zakochana, choć do końca nie sprawdziłam, czy wszystkie będą na tyle wysokie dla Jędrka, żeby był w pełni szczęśliwy. Nie ukrywam też, że nie są to wózki z niskiej półki cenowej, więc wolę trochę je poznać, napatrzeć się, najlepiej poznać opinie samych użytkowników, zanim kupię ten jedyny, ostatni wózek na dłuższy czas ;-)

I pytanie z prośbą do Was, zna ktoś z Was te modele? Ktoś może ma i używa? Przyjmę każdą opinię na ten temat w komentarzach pod tym postem lub mailowo: kaj.zet@gmail.com.
A może polecacie mi całkiem inne wózki, spełniające moje kryteria? Również chętnie pooglądam, na pewno wiele przeoczyłam, albo do nich nie dotarłam, więc możecie otworzyć mi oczy.

Z góry dziękuję, pozdrawiam i hej!

piątek, 23 września 2016

PAZNOKCIE: Think Pink Babe, czyli Semilac 121 - Ruby Charm i mój nowy mostek LED.


 Choć zawsze intensywna fuksja pasowała mi do kontrastującej, wiosennej trawy, tak postanowiłam nałożyć cudowny, babski Ruby Charm na przywitanie jesieni. Jeśli ktoś szuka elektryzującego, różowego koloru, ten jest idealny. Think Pink Babe! ;-)


No i wczoraj zamieniłam moją lampę UV małym i poręcznym mostkiem ledowym, który skrócił czas robienia paznokci hybrydowych dosłownie do wypicia kawy. Dla mnie jest to najlepsze rozwiązanie tego roku, a do tego kupiłam go naprawdę za grosze w pewnym miejscu online - jeśli ktoś chciałby link, chętnie podzielę się nim w mailu ;-)


 Mój Semilac w innych postach:








środa, 21 września 2016

KOSMETYKI: Wrześniowe denko kosmetyczne oraz kilka nowości.

 Denko, czyli postanowiłam opowiadać Wam o moich kosmetykach, ale dopiero po zużyciu ich, co uważam za bardziej wiarygodne i sensowne. Dziś podsumuję 8 pustych opakowań i przedstawię Wam wstępnie 6 nowości u mnie w kosmetyczce. Start! ;-)

DENKO!


1. AVON Planet SPA, oczyszczający peeling do twarzy z marokańskim olejkiem arganowym -
 wielokrotnie powtarzałam Wam, że nie jestem fanką AVON'u, jednak i takie perełki się u mnie zdarzają. Miałam jazdę na piękny zapach tego peelingu, więc kupiłam. Powinnam zacząć od tego, że od peelingu oczekuję peelingowania, nie masażu kremem, co zagwarantował mi ten kosmetyk. W moim odczuciu nie oczyszczał mi skóry i był trudny do zmycia, jedynie to pachniał tak dobrze i mdląco, jak chciałam.
W skali od 1 do 6 : 2 i nie kupię go więcej.

2.  BIELENDA, super power mezo tonik, czyli aktywny tonik nawilżający - 
 dla mnie PETARDA! Silnie nawilżał, a kiedy używałam go wieczorem pod krem, łagodził mi skórę, z czym u mnie naprawdę nie radzi sobie każdy tonik. Moja przesuszona skóra go uwielbia, a mój wymagający nos kocha jego zapach, stąd też
w skali od 1 do 6 : 6 i na pewno kupię go ponownie.

3. L`OREAL, NUTRI - GOLD olejkowy rytuał, czyli olejek to twarzy - 
zdarza się czas, kiedy muszę odstawić kremy do twarzy i zastąpić je czymś naprawdę mocnym i dosadnym, dlatego jakiś czas temu kupiłam ten mix 8 regenerujących olejków (róża, pomarańcza, lawenda, gernium, jaśmin, majeranek, rozmaryn, marakuja) i uwielbiam stosować go na przemian z kremami. Pachnie obłędnie, do jednorazowego użycia potrzebuję trzech kropli olejku, więc jest bardzo wydajny, a moja skóra regeneruje się przez całą noc, bo dopiero rano usuwam ostatnie, pozostałe po nim filtry z twarzy. Uwielbiam i polecam!
W skali od 1 do 6 : 6 i na pewno kupię go ponownie.

4. BIELENDA, super power mezo krem, czyli krem nawilżający - 
no kolejna petarda dla mnie. Nawilża, ma bardzo lekką konsystencję, w połączeniu z w/w tonikiem pozwalał mi spać spokojnie i nie martwić się o moją skórę ;-)
W skali od 1 do 6 : 6 i na pewno kupię go ponownie.


5 i 6. PURE BODY LUXURY, masła do ciała - 
oba opakowania dostałam do przetestowania, na co mój wielki brzuch bardzo się ucieszył, a nos zwariował, bo przecież to "kokos i mięta" oraz " migdały i shea"! I cały czar prysł po otworzeniu opakowania. Masło o konsystencji bardzo wodnistego kremu, który nic a nic nie nawilżał, a jedynie spływał z ciała i obklejał ubranie, czego NIENAWIDZĘ. Nie mam pojęcia czym pachnie, bo na pewno nie tym, czym obiecuje mi producent na opakowaniu. Żeby nie było, dałam szansę i posmarowałam się raz jednym, raz drugim i... z hukiem wyrzuciłam do śmieci całe opakowania, bo nawet nie chciałam ich nikomu dawać za darmo. Okrutne, ale prawdziwe, dlatego
w skali od 1 do 6 : 1 i nie kupię ich na pewno więcej.

7. STARA MYDLARNIA, masło do ciała śliwka i figa -
po złym doświadczeniu poszłam do drogerii, żeby poszukać nowego masła, które ostatnio uwielbiam ja i mój brzuch i trafiłam na STARĄ MYDLARNIĘ, która wcześniej u mnie jeszcze nie gościła. Siostra znawczyni powiedziała, że skład dobry, więc wzięłam i... zakochałam się! W końcu masło, pachnie i tak nawilża, że ten stopień zaryzykuję się porównać z niezawodnym dla mnie olejem kokosowym. Ja i mój brzuch kochamy i polecamy.
W skali od 1 do 6 : 6 i na pewno kupię ponownie.


8. ROSSMANN, ISANA ultramocny lakier do włosów - 
miałam pominąć, ale napiszę ;-) Jak się człowiek spieszy, tam się diabeł cieszy - nie używam żadnych lakierów do włosów, ale miałam ważne wyjście i musiałam szybko jeden nabyć. Rossmann mam najbliżej, pieniędzy dużo wydać nie chciałam, więc za jakąś piątkę kupiłam Isanę, no bo przecież i tak potrzebowałam na jeden raz. Uczesane, wymodelowane, wygładzone włosy (wtedy jeszcze koloru ciemnego brązu) utrwaliłam tymże lakierem i... zostawił on na mojej fryzurze taki filtr, że wyglądałam jak z łupieżem, ba! z zaawansowaną łuszczycą. Nie powiem Wam, jakie słowa leciały wtedy u mnie w łazience i ile spóźniłam się na uroczystość, bo musiałam drugi raz umyć głowę, po prostu oszczędzę Wam tego, domyślcie się sami. Żeby nie było, lakieru użyłam później jeszcze kilka razy i efekt niestety był taki sam.
Dlatego, w skali od 1 do 6 : 1 i nie kupię ich go pewno więcej.

NOWOŚCI!


1. ZIAJA, oliwkowy tonik z wit. C - 
już chwilę używam i jestem zachwycona atomizerem, czemu wcześniej na to nie wpadłam? ;-) Szybko się nakłada, szybko wchłania i odświeża, idealny w podróży, czy jak zachęca producent na opakowaniu, po ćwiczeniach. 

2. LIRENE, Shiny Touch, czyli fluid rozświetlający - 
nie zliczę, które opakowanie z kolei, szóste na pewno. Sprawdzony, ulubiony i już.

3 i 4. SORAYA, Aquacell, ultranawilżający krem na dzień i na noc - 
jak wiecie, nigdy nie kupiłam dwóch takich samych kremów do twarzy pod rząd, dlatego choć w/w Bielenda na pewno powróci do mojej kosmetyczki, tak teraz przyniosłam do domu te dwa. Jeszcze nie testowałam, dlatego na opinię kremu (jak i wszystkich, dzisiejszych nowości) musicie poczekać do kolejnego denka ;-)

5 i 6. SEMILAC 121 RUBY CHARM i mostek ledowy -
dawno nie było tu hybrydowych pazurów, bo zrobiłam sobie małą przerwę, dając moim paznokciom trochę dychnąć świeżym powietrzem. Ale teraz koniec, dziś kurier przywiózł mi mostek LED, który ma być petardą, a czy będzie, to dowiecie się na dniach ;-)

Miłego dnia!

niedziela, 18 września 2016

MY HOME: Podsumowanie metamorfozy pokoju Zosi.

Połowa września za nami, czas kończyć  i zamykać wszelkie remonty i powoli pakować się na porodówkę, że tak pozwolę sobie, przy tej niedzieli, zażartować ;-) W dzisiejszym poście chciałabym pokazać Wam wszystkie "przed i po", zamieścić wszystkie informacje o remoncie w jednym miejscu i jeśli chcecie, to na wszelkie pytania odpowiem w komentarzach na samym dole. Startujemy!

O tym, jak było wcześniej i jakie miałam plany związane z pokojem dla moich dzieciaków, przeczytać możecie w poście: "MY HOME: Metamorfoza pokoju Zosi, czyli z kolorowej dżungli do pastelowego pokoiku dla dzieci.". W największym skrócie - z kolorowej dżungli chciałam zrobić pokój w kolorach szarości, pudrowego różu, bieli i mięty, a zaczęłam nie od ścian i podłogi, a od przemalowania mebli. Na pierwszy ogień poszło łóżeczko i komoda, które z surowego drewna stały się platynowe: "MY HOME: Metamorfoza pokoju Zosi - szare farby do ścian, mebli i dodatków."


Po podstawowych meblach przyszedł czas na zmianę koloru ścian - z ciepłego beżu na srebro: "MY HOME: Metamorfoza pokoju Zosi - szare farby do ścian, mebli i dodatków."


 Kiedy meble pomalowałam, ściany pomalował Jędrek i wszystko było cacy, przypomniałam sobie o półkach, które migrują po całym naszym domu, i choć pasują wszędzie, nie goszczą nigdzie dłużej niż miesiąc. Postanowiłam to zmienić, przemalować je na biało i zawiesić w pokoju dziecięcym, ament.


Dodatki, dodatki, dodatki, czyli dla mnie, nigdy nie kończący się temat ;-)
Dwie poniższe girlandy zrobiłam półdarmo w domu, a pokazałam Wam je tu:


 Ledowe Cotton Balls kupiłam w Biedronce, i jak już wspomniałam, gdybym szukała tych kul, właśnie w tych kolorach, albo gdybym wiedziała wcześniej i polowała na nie, z moim szczęściem nie kupiłabym ich nigdy. A tak udało mi się kupić piękne miętowo - różowo - białe dla Zosi i szaro - czarno - białe dla Staszka. Barwo ja! ;-)


Obłożenie półek przechodzi co kilka dni kolejną metamorfozę, ale nie mam ciśnienia na nowe dodatki, na razie pozostanie minimalistycznie... chociaż na półkach ;-)


Na koniec mogliście zobaczyć wymianę łóżeczka na łóżko z barierką, którym Zocha jest zachwycona, ja również. Ale żeby się nie powtarzać, zagłębić się na ten temat możecie tutaj: "MY HOME: Nowe, następne łóżko Zosi - białe łóżko z barierką."


Tak wygląda wstępny kącik Zosi, Staszek po urodzeniu i tak przez chwilę zostanie u nas w sypialni, dlatego jego kącik w tym pokoju zobaczycie za jakiś czas. Na razie jest babsko i Królowa nie narzeka, a ja dalej szukam dywanu, zasłon i fajnych dodatków, więc cały czas możecie reklamować się i słać mi linki w komentarzach ;-)

Pozdrawiam, hej!

czwartek, 15 września 2016

MY HOME: Nowe, następne łóżko Zosi - białe łóżko z barierką.


Powoli robię podsumowanie metamorfozy pokoju moich dzieciaków, a właściwie, na razie, kącika Zosi, bo czuję, że choć miało być pastelowo i schludnie, to powoli znów zaczynam przekraczać granice ;-) Dziś chciałam Wam pokazać, jak prezentuje się nowe łóżko Zosi i pochwalić się, że śpi już w nim tydzień i to śpi bez żadnych "ale" i zbędnych atrakcji (a ja aż głupio czuję się, kiedy budzę się rano sama w łóżku!), a rano, kulturalnie przed 9, bierze Pandę za fraki i przychodzi mnie budzić - no żyć, nie umierać!


Oczywiście dalej brakuje mi fajnego dywanu i fajnych zasłon, ale nigdzie nie mogę nic ciekawego znaleźć. W nowym katalogu Ikea znalazłam ładne zasłony, a właściwie materiał, z którego bym je uszyła, ale ostatnio do Ikei jest mi w ogóle nie po drodze.

Stąd też kolejne pytanie i prośba w jednym do Was - ktoś mi jakieś zasłony i dywany online poleci? ;-)


Są jeszcze rzeczy, z którymi walczę (patrz lewa część poniższego zdjęcia), ale są rzeczy, z którymi chyba nie wygram... ;-)


Kolejną sprawą, którą chciałam poruszyć w oddzielnym poście była pościel do łóżeczka, jednak jak widzicie, Isia wariatka wraz z łóżkiem dostała komplet, o jakim nawet nie śniła (nie było żadnej opcji ściągnięcia i założenia tego kompletu, który mi się śnił i kupiłam). Także znów rodzina przeciwko mnie, ale post o moich ulubionych pościelach i tak powstanie ;-)


I na dziś tyle, w kolejnym poście podsumuję całą metamorfozę pokoju i pokażę Wam w końcu tiulowe pompony DIY.
A teraz zapraszam na Instagram, gdzie bywam częściej:

https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Instagram MIX - sierpień 2016!

W sierpniu wymyśliłam, co zrobić, żeby druga połowa ciąży przebiegła mi szybciej, i żebym nie narzekała, jaka jestem gruba i nic mi się nie chce - wymyśliłam kolejne remonty i zmiany w naszym domu! 

Jak to podsumować łatwo można: 
JA: Przestałam narzekać, sierpień mi przeleciał nawet nie wiem kiedy, i z naszej trójki jestem zachwycona zmianami z przydziczałego pokoju dziecięcego na stonowany pokoik z pięknymi dodatkami.
JĘDREK: Najpierw nie odzywał się do mnie, potem naczytał się nocami o jakimś "syndromie wicia gniazda w ciąży", więc uznał, że jestem chora i musi mi wybaczyć, na końcu powiedział, że jest super, ale o żadnych remontach nie chce słyszeć przez najbliższe pięć lat. Standard #ugąsieniców.
ZOFIA: Jest zachwycona wszystkimi świecącymi i szeleszczącym dodatkami do pokoju oraz świeżo pomalowanymi ścianami, czyt. czystym podkładem do kolejnej radosnej twórczości mojego prywatnego Witkacego. Nienawidzi natomiast swojego łóżeczka, więc w kolejnym MIXie zobaczycie już nowe łóżko, które mam nadzieję uratuje beznadziejną sytuację ze spaniem. Bo jak jest beznadziejna, to nawet nie chcecie słyszeć, a mi nawet nie chce się opowiadać...


O planach, projektach i farbach możecie przeczytać tu: 


 Dodatki DIY możecie oglądnąć i podpatrzyć tu:

I uwaga uwaga! Napisałam też tu kiedyś, że ceny dodatków do pokoju dziecięcego mnie przerażają, a dziś rano, przez przypadek znalazłam się w Biedronce i wyszłam z pięknymi, świecącymi kulami, które macie na zdjęciu po prawej - gdybym szukała tych kul, właśnie w tych kolorach, albo gdybym wiedziała wcześniej i polowała na nie, z moim szczęściem nie kupiłabym ich nigdy ;-) A tak, Biedronka dała kolejny raz radę - 20 kul, 3 metry, 39 złotych, nie zastanawiać się, brać!


Pozostając w pokoju Zofianny, w mini szafie powoli czuć jesień. Po lewej "jesienna szafa Zofii wg Mamy", a po prawej "jesienna szafa Zofii wg Zofii", bo nie wiem czy wiecie, ale Zofianna weszła w taki etap, że rano sama decyduje, w co ma być ubrana (bo oczywiście sama ubrać się nie umie). I jeśli chce mieć rajstopy pod legginsami przy 30 stopniach Celsjusza, albo skarpetki z falbankami do dresu moro, albo dżinsy pod sukienką, to dobry Boże nie pomoże i już. Tata ubiera, Mama jeszcze walczy ;-)


Co u mnie? Od głowy zaczynając... znów jestem wersją blond! Choć przez ten miesiąc byłam już lawendowy blond, pastelowy róż blond, a teraz jestem bardziej natura niż blond. Ale jednak blond i na razie tak zostanie ;-)


Brzuch rośnie, waga rośnie, 24 tydzień był, 26 tydzień jest, cytując klasyka: byle do grudnia ;-)
A gdyby ktoś nie był w temacie, Zofia mówi - KLIK.


Zocha... Nie wiem, co z niej wyrośnie.
Dużo mówi (o zgrozo!), nauczyła się rozmawiać przez telefon, więc rodzina ma przerąbane i co raz rzadziej odbierają ode mnie telefony ;-) Wszystkie atrakcje w mieście i okolicy muszą być przez nią odwiedzone, przetestowane, wypróbowane, niezależnie, czy jest to nowy plac zabaw, czy seans w kinie letnim o godzinie 21, gdzie normalne dzieci podobno kładą się o tej porze spać.


Z ogłoszeń parafialnych: podobno był Festiwal Ziem Górskich i było pięknie, podobno najlepsze ciasto borówkowe zjecie w Żabim Dworze na Strążyskiej i podobno moja Mami ma siostrę bliźniaczkę i podobno zbliża się taka duża biba! Wszystko grubo ;-)


A na koniec moje ulubione zdjęcie w tym miesiącu ;-)

Zapraszam na INSTAGRAM!