niedziela, 7 lutego 2016

PAZNOKCIE: Semilac 027 - Intense Red, czyli klasyczna, elegancka czerwień.



Klasyk, a klasyki uwielbiam. Gdybym miała otoczyć się trzema kolorami byłyby to: czerń, biel i krwista czerwień. Uwielbiam czerwone szminki, sukienki, kwiaty, czerwone paznokcie kocham. A 027 Intense Red jest właśnie takim klasycznym odcieniem czerwieni (z obszernej gamy czerwieni Semilac'a), nie jest jak bordo, nie jest jak wino, nie wpada w pomarańcz, jest po prostu intensywnie czerwony. Co więcej, okazało się, że jest  dokładnie w tym samym odcieniu, co moje wcześniejsze, ulubione, zwykłe lakiery. Dla mnie odcień idealny i na co dzień, i do pracy, i na wieczór. Szczerze polecam!

Na paznokciach mam jedną warstwę lakieru, kryje fantastycznie i można sobie drugą warstwę odpuścić. Zdjęcia bez żadnych obróbek, żeby pokazać Wam, jak w stu procentach wygląda ten kolor. Paznokcie przez miesiąc stosowania hybrydy bardzo mi urosły, co mnie niezmiernie cieszy, mały paznokieć znów miał wypadek i tracę już nadzieję, że kiedykolwiek im dorówna ;-)


Pewnie wydaje się Wam, że maluję paznokcie co 3 dni, jednak od ostatniego malowania minęło 13 dni (tak, tak szybko ten czas leci), a wczoraj, kiedy zobaczyłam nowe paznokcie szwagierki i mój odrost, powiedziałam dość! ;-) Na potwierdzenie pokazuję moje paznokcie z 032 Biscuit, po prawie dwóch tygodniach od malowania. Kolor nienaganny, czystość nienaganna (brudzeniem się tego lakieru straszyło mnie kilka osób), ale odrost naganny! Uwaga! Zdjęcia drastyczne ;-)


PS Postawiłam sobie za punkt honoru większą aktywność na blogu, ale uwierzcie, ostatnio przechodzimy w domu etap "Matka i jej Ogon" i nie ma lekko. Zonia nie odstępuje mojej nogi na krok - ja wstaję z łóżka, ona wstaje z łóżka, ja idę do łazienki, ona już tam czeka, ja robię makijaż, ona musi mieć to samo (patrz na cudowny makijaż ust, zdjęcie poniżej), co najpierw mnie bawiło, teraz doprowadza do szału. Jakiś pomysł na takie zwariowane dziecko? Biorę każdy!

Miłej niedzieli ;-)

czwartek, 4 lutego 2016

Styczeń u Skalskiej - pierwszy raz z Semilac i brak śniegu w Zakopanem.


Powiedzcie, że nie tylko mi ten czas tak szybko leci. Dopiero była Wigilia, już lada moment będą Walentynki. Wiecie już, bo powtarzałam nie raz, że nienawidzę, kiedy ktoś pyta mnie, co ja właściwie robię całymi dniami w domu. Ostatnio robię tyle, że wstaję codziennie przed 7, a kładę się spać po 1, właściwie ostatnio - od ponad pół roku. I co najgorsze, w ogóle nie wiem, jak to na razie zmienić, tym bardziej, że od przyszłego miesiąca wbijam jeszcze w grafik żłobek i pracę. I nawet nie chce mi się o tym teraz myśleć ;-)

ZIMA W ZAKOPANEM. ZIMA?
Nie wiedziałam, że kiedykolwiek to powiem, ale brakuje mi w tym roku prawdziwej zimy w Zakopanem. W styczniu cieszyliśmy się nią prawie tydzień (!), właściwie nie samą zimą, co chwilowym śniegiem, który potrafił zniknąć w jedną noc. I wychodzi tu moja polska, jojcząca natura - jak dwa lata temu przeżyłam tu taką zimę, jakiej w życiu nie widziałam, i wtedy jojczyłam na śnieg, w tym roku jojczę nad jego brakiem ;-) Oczywiście pięknymi sankami Zosi wyjechaliśmy tylko raz i nic nie zapowiada, że wyjedziemy nimi jeszcze tej zimy. No, ale jeśli zima mnie jeszcze zaskoczy, nie będę się smucić. Oby tylko nie w maju ;-)


KOSMETYCZNE ODKRYCIE MIESIĄCA.
Zdecydowanie najważniejszym, babskim punktem numer jeden miesiąca był mój pierwszy raz z marką Semilac! Nie będę opisywać, jaka to wygoda, oszczędność czasu, pieniędzy i własna satysfakcja, nie będę opisywać Wam też kolorów, bo zrobiłam to w dwóch poprzednich postach: Semilac083 i Semilac032. Zapraszam do zaglądnięcia każdego, kto jeszcze waha się nad zakupem zestawu startowego do hybrydy - wszystkie inne lakiery wyrzuciłam do kosza po dwóch dniach z semilakami na paznokciach.


KOSMETYKI.
Inne kosmetyczne nowości, to przede wszystkim olej kokosowy, który poleciliście mi do regeneracji skórek przy paznokciach - teraz smaruję się nim od stóp do głów, ba! nawet Zoni się dostaje, zamiast najlepszych balsamów. Ode mnie podsyłam Wam trzy rzeczy do włosów: wcierkę Jantar (stosuję od dwóch miesięcy i w końcu wychodzę na prostą z odstającymi antenkami po ciąży), olej z lnu (cudowność do olejowania, jak również godzinnych masek), oraz odżywkę Marion bez spłukiwania (fantastyczna sprawa do włosów grubych, trudnych do ujarzmiania, w końcu znalazłam idealny kosmetyk do wygładzania mojego lwa).


NOWOŚCI W SZAFIE.
Kolej na nowości w szafie. Miejsce pierwsze to zdecydowanie czarne kozaki za kolano (ten model) i trochę koszul w kratę, które ostatnio pokochałam. Ciągle szukam fajnej, czarnej, skórzanej kurtki, ale jeszcze żadnej nie przyniosłam do domu. No i kończy się właśnie wyprzedaż mojej szafy na allegro, bez cen minimalnych (link).


DOM.
Wciąż zapełniam ściany ramkami, staram się stawiać na kolorystykę black & white, pierwsza z Rossmanna, druga z Pepco. No i szafa - zawartość szafy mojej rocznej córki niepokojąco większa od mojej ;-)


KUCHNIA.
Hasztag #wieczneremontyugąsieniców nabiera siły ;-) Cały czas coś nowego wymyślam i zastanawiam się, kiedy to się skończy. Teraz przyszedł czas na nowy stół w kuchni, żadne krzesła mi się nie podobają, więc dalej szukam. Do dobroci kulinarnych zaliczam w tym miesiącu tatar z łososia z awokado, podpatrzony w moim ulubionym Tunelu (łosoś, awokado, świeży ogórek, cebula, tymianek i grzanki czosnkowe) oraz miodowe, grzane piwo na paskudne wieczory ;-)
 

CO U ZONI?
 7 zębów, mam nadzieję, że kolejne dwa wybiją się tej nocy, bo w przeciwnym wypadku zwariuję, łowi ryby, zjadła dziś dwa pączki, zgubiła jedną Pandę na Krupówkach i pakuje się, bo za tydzień jedzie do Dziadków na ferie ;-) A potem, jak przystało na dużą Zochę, mam nadzieję, że grzecznie spakuje plecak i spodoba jej się w żłobku ;-)


Pozdrawiamy i całujemy, hej!



https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

czwartek, 28 stycznia 2016

Paznokcie: Semilac 032 - Biscuit.

Tydzień temu pisałam Wam, że czuję się mega opóźniona w temacie Semilaca, teraz zmieniam hybrydę co tydzień, żeby przetestować moje kolory. A tak całkiem na serio, dziękuję za wszystkie rady, dotyczące pielęgnacji skórek - jest już o niebo lepiej, a nawet mały paznokieć zaczyna wyglądać! ;-)


Dziś na tapecie 032 Biscuit, fantastyczny mleczak, wpadający delikatnie w róż. Naczytałam się, że będzie słabo krył i brudził się, jednak powiem Wam, że dziś mam dwie zwykłe, cienkie warstwy, tak samo jak przy poprzednim 083 i w zupełności mi to wystarcza. Osobiście uważam, że dobrze kryje, albo znów jakimś cudem udało mi się :P Co do brudzenia, to wypowiem się przy kolejnej zmianie.


Dalej pracuję nad skórkami, wcieram w nie wszytko, co podesłaliście mi blogiem i instagramem, mały paznokieć przytrzaśnięty drzwiami wciąż rośnie, więc na te dwie rzeczy musicie jeszcze chwilę przymknąć oko ;-)


Kolor super! Na pewno często będę do niego wracać.


Wszystkie zdjęcia są bez obróbek i filtrów, żeby dokładnie oddać kolor.

https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

czwartek, 21 stycznia 2016

Paznokcie: Semilac 083 - Burgundy Wine.

2 miliony wyświetleń bloga to zdecydowanie najlepszy prezent, jaki mogłam od Was dostać na ten Nowy Rok! Dziękuję! ;-)


Matka Polka w Nowy Rok skończyła 27 lat (tak, tak, tak), postanowiła wrócić do pracy, dziecko oddać do żłobka, kupić sobie samochód, i w ogóle zacząć więcej inwestować w siebie, nie tylko poświęcać się bezgranicznie dla innych. Matka Polka ma, jak co roku, milion małych postanowień noworocznych i jedno wielkie, bo małe motywują, a na spełnienie dużego ma zawsze największe ciśnienie i zawsze go spełnia. Dwa lata temu moim postanowieniem była Zocha, rok temu remont domu i fajne wakacje, dziś też mam, ale czy się spełni, okaże się w styczniu ;-)

Ale jak zwykle zaczynam o dupie-marynie zamiast pisać to, z czym tu przyszłam. 

Czuję się mega opóźniona - mam wrażenie, że tylko ja do tej pory żyłam bez Semilaca! Trudno, czasu nie cofnę, ale zacznę nadrabiać - na Instagramie od jakiegoś czasu mogliście zobaczyć moje "wielkie" dylematy nad kolorami, bo wszystkie, absolutnie wszystkie wydają mi się cudowne. Postanowiłam na początek nie szaleć i zamówiłam dwa kolory, które pokryły się z Waszymi opiniami - 083 i 032. Dziś, jak zobaczycie, w roli głównej 083.


Kolor kameleon (choć słyszałam, że wiele takich w gamie Semilaca) - w świetle dziennym ma fioletowy połysk i wygląda, jak ciemny fiolet, wieczorem połyskuje na czerwono i wygląda jak rasowy burgund. Żywy przykład - zdjęcie powyżej i poniżej.


Uzyskanie jednolitego koloru, to u mnie dwie cienkie warstwy. I finito. Jak na pierwszy raz, to dla mnie jest to kolor mistrz, polecam.

PS Skórki mi płaczą, bo tak je powycinałam - dajcie mi jakieś cuda w komentarzach na ich regenerację. Z góry pięknie dziękuję, hej.


https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

czwartek, 10 grudnia 2015

MY HOME: Choinka 2015!


Trzy lata mieszkania w Zakopanem, trzy prawie identyczne choinki - miało być oryginalnie, a wyszło wręcz przeciwnie ;-) 


Po lewej wersja numer jeden, ale po godzinie Zonia stwierdziła, że jednak musi spać w łóżeczku ze wszystkimi pandami na raz, dlatego powstała wersja druga:


No i nic więcej twórczego, ani odkrywczego nie mogę napisać, dlatego poniżej pokażę Wam, jak najmłodszy członek rodziny zachowywał się w przedświątecznym szale ;-)


Wytrzymałość bombek przetestowana, wszystkie, które były w zasięgu ręki są już na podłodze, klujące igły miały odstraszać, a cieszą się takim zainteresowaniem, że aż mnie to przeraża, a woda z podajnika to w ogóle petarda! Wy ubierzecie choinkę raz, a ja czuję, że będę ją od połowy ubierać codziennie późną nocą - no życie, no życie, wiem ;-) Enjoy! ;-)

środa, 9 grudnia 2015

MY HOME: Żółta sofa z Ikea i pierwsze prezenty świątczne.


 Jeśli pamiętacie, to jest ta ściana, na której była najpierw parzenica, potem Audrey Hepburn (klik), potem znów parzenica, a do ubiegłego tygodnia była pusta szara ściana (na którą chwilowo powróciła Audrey, ale niestety to już nie było to) i pusty kąt. Myślałam, że w tym roku odwlekę zakup czegokolwiek w to miejsce (bo nie miałam żadnego pomysłu) i postawię tam choinkę, jednak podczas ostatniej wizyty w Ikea zakochałam się w tej sofie! Pasuje rozmiarem idealnie, goście już nie leżą na dywanie i całkowicie ożywiła szaro - biało - czarne pomieszczenie. Jeśli ktoś zastanawia się nad tym kolorem, to powiem, że też byłam bardziej przychylna do drugiego dostępnego koloru, szarego (patrząc, że ulubionym zajęciem Zoni jest aktualnie roztapianie czekolady na palcach i malowanie po wszystkim), jednak już po pierwszym dniu w domu, na sofie wylądowała kawa, czekolada, czerwone wino i mleko modyfikowane, a wszystko zeszło po jednym przetarciu ścierką z mydłem - no sofa cud! ;-)


Resztę gadżetów wyniosłam z H&M HOME.


Wracając do drugiej części tytułu dzisiejszego wpisu, to powiem Wam, że w tym roku wydarzyło się tyle w moim życiu, że stwierdziłam, że muszę nauczyć cieszyć się tym, co mam, bardziej to doceniać, spędzać więcej czasu z rodziną i znajomymi i nie wiecznie narzekać, że nie mam pieniędzy, czasu, ani humoru, tylko ścisnąć cztery litery, zrobić dwa przysiady i dwa głębokie wdechy i iść do przodu. Miałam kupić samochód, poleciałam na wakacje do Grecji, miałam kupić nowy stół do jadalni, kupiłam aparat, który był moim nieosiągalnym marzeniem od kilku lat, bo nigdy nie miałam tej odpowiedniej kwoty "na zbyciu", żeby go kupić. Kupiłam nawet pod choinkę mężowi PS4, choć pamiętam, jak jojczyłam na XBOX'a, którego w ostateczności pozbyłam się z domu i pierwsza leciałam z nim na pocztę, żeby szybko wysłać, żeby mąż się nie rozmyślił ;-) Wszystko mi się pozmieniało, bo kto wie, czy za rok nie przejedzie mnie koń na Krupówkach, czy te czubki ze wschodu nie zwariują do końca, a ja wtedy będę sobie pluć w twarz, że tyyyyle rzeczy nie zrobiłam w życiu. Prawda?

Koniec jojczenia, bo znowu zaczynam, wiem.

 
Powyżej Zonia, po lewej na początku świątecznego maratonu, po prawej na końcu. Bo tak w sumie, to już kończymy, w tym roku wyjątkowo wcześnie. Nawet wczoraj choinka wjechała nam do domu, ale pokażę ją Wam, jak znajdę chwilę czasu, żeby coś na niej powiesić, bo na razie stoi goła i wesoła. A najgorsze, że taka mi się podoba ;-)

PS Poszukuję prezentów dla rodziny płci męskiej (wiek 30+), bo ja nigdy nie wiem, co kupić facetom na gwiazdkę.
Pomóżcie w komentarzach, błagam ;-)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Grudzień w Zakopanem, czyli w poszukiwaniu Świętego Mikołaja.

Tegoroczne Święta będą zdecydowanie wyjątkowe - pierwsze Święta z Zonią, pierwsze urodziny Zoni, pierwsza jej choinka i prezenty. Dla mnie też będzie magicznie, no bo w końcu w tamtym roku całe Święta spędziłam w szpitalu, do tego w Szczepana, zamiast kolędować po chałupach, ja przeżyłam 22 godzinny poród, także nie ma się co dziwić, że czekam na tegoroczny, błogi czas, jak na zbawienie ;-) Zanim zamkniemy się całkowicie w świątecznych przygotowaniach, pokażę Wam, jak w grudniu wygląda Zakopane, w tym grudniowym okresie, kiedy nie ma jeszcze turystycznego szału, jest cicho i spokojnie, ale też kiedy powoli pojawiają się oznaki nadchodzących Świąt.


 Powyżej, na pierwszym zdjęciu widok z mojej sypialni, widok bez śniegu, no bo śniegu na razie nie ma! ;-) Łapię się na tym, że kiedy pokazuję Wam poranki na Instagramie, pokazuję prawie zawsze na tym domu. Uwielbiam to okno i przeniesienie sypialni w to miejsce w domu było strzałem w dziesiątkę! Ciekawostką na dziś niech będzie to, że to dom Anieli ze "Szpilek na Giewoncie", co zapewne każdy fan tego filmu rozpoznał ;-)
Drugie zdjęcie pokazuje, że choinka przy oczku wodnym na Krupówkach właśnie złapała pion - oficjalnie sezon świąteczny uważam za rozpoczęty!


 Dla kontrastu śnieg sprzed dwóch tygodni - powyżej u Gąsieniców, poniżej na mieście ;-) I poniżej też choinki, którymi zachwycam się podczas nocnych spacerów po mieście. I które mają swój sekret - czasami przechodząc w nocy możecie usłyszeć stukot butelek, bo siedzą w nich żulki i grzeją się winem. Kiedy to pierwszy raz odkryłam, spierdzielałam jak sprinter do domu, teraz głośno potrafię powiedzieć im "na zdrowie!" :D


Powyżej - tyyyyle piękna w Hotelu Aries.


 No i odnalazłyśmy Świętego Mikołaja, a Zonia naściemniała, jaka to grzeczna była i prezentów dostała cały worek. A ja ani jednego, cóż... chyba nie muszę komentować ;-)


Z pozdrowieniami, hej!